Sekta idzie do władzy
Emisja: 12 czerwca 2005 r. 

Autor : Jarosław Jabrzyk , Bertold Kittel
Zdjęcia : Dariusz Szymura , Szymon Bielecki , Piotr Trela
Montaż : Maciej Karczewski


Tajna, ściśle zhierarchizowana parareligijna organizacja nie bez sukcesów próbuje przeniknąć do struktur politycznych i biznesowych w Polsce. Jej członkowie zaczynali od spotkań w leśnej chacie. Po kilkunastu latach zajmowali już kierownicze stanowiska w państwowych instytucjach, bankach, organizowali międzynarodowe konferencje. Chcą dotrzeć na szczyty władzy, by stamtąd prowadzić misję odmiany ludzkości.

Pojawili się po raz pierwszy na festiwalu w Jarocinie w 1985 r. Prowadzili misję nawracania zbuntowanej młodzieży na pozytywne wartości. Ich rozmowy z muzykami, którym zarzucali szerzenie nihilizmu, zarejestrował Piotr Łazarkiewicz w filmie "Fala". Przyjechali w grupie, na której czele stała studentka Małgorzata Pawlisz. Pawlisz była prawą ręką Romualda D. - Kundaliniego, guru tajnego związku parareligijnego, który założył na początku lat 80.

Kundalini zgromadził wokół siebie ludzi, którzy odrzucali zgniliznę współczesnej, pozbawionej ducha cywilizacji, i pragnęli kierując się naukami mistrza podążać ku wewnętrznej odnowie i ratować zmierzającą ku samozagładzie ludzkość. Guru od adeptów wymagał całkowitego posłuszeństwa.

- Skupiał wokół siebie ludzi słabych, zagubionych, szukających oparcia - opowiada były członek ruchu, który z niego wystąpił. - Oddziaływał na nich całkowicie. Był przekonany, że buduje nową ludzkość.

Kundalini zabierał swoich wyznawców do chaty w podkieleckiej wsi Tumlin. Tam udzielał im nauk, wyznaczał obowiązki, przewodniczył tajnym obrzędom, które jak wynika z relacji okolicznych mieszkańców nie wyglądały zbyt poważnie, choć budziły w nich grozę. Mistrz kojarzył małżeństwa, których celem było płodzenie dzieci. Dzieci wychowywano w duchu moralnego doskonalenia.

- Dzieci nie mogły przeszkadzać rodzicom w działaniu - mówi były członek sekty. - Dochodziło do przemocy wobec dzieci - to była część ich "utwardzania".

Na początku lat 90. Kundalini ograniczył swoją działalność, wkrótce znikł. Wtedy jednak uczniowie zaczęli wcielać w czyn posłannictwo dane im przez nauczyciela. Misję odnowy ludzkości mieli odtąd prowadzić z wysokich stanowisk publicznych, korzystając z poparcia prominentnych polityków, gromadząc fundusze.

- Ważnym terminem w żargonie grupy była symulacja - mówi były członek ruchu, dziś biznesmen. - Ukrywanie swojej rzeczywistej tożsamości. Większość społeczeństwa jest katolicka, więc udaje się katolików.

 

Tajna, ściśle zhierarchizowana parareligijna organizacja nie bez sukcesów próbuje przeniknąć do struktur politycznych i biznesowych w Polsce. Jej członkowie zaczynali od spotkań w leśnej chacie. Po kilkunastu latach zajmowali już kierownicze stanowiska w państwowych instytucjach, bankach, organizowali międzynarodowe konferencje. Chcą dotrzeć na szczyty władzy, by stamtąd prowadzić misję odmiany ludzkości.


Odnowa ludzkości możliwa jest tylko wtedy, gdy ma się władzę. Możliwa jest wówczas także pomoc dla współbraci w ruchu, którzy zaczynają tworzyć swoistą strukturę wsparcia i rozszerzają swoje wpływy.

- Ktoś, kto znalazł się w jakiejś instytucji, dobierał współpracowników spośród członków grupy - mówi były członek związku. - Wyświadczali sobie nawzajem usługi, wypłacali wynagrodzenia, czasem zadziwiająco hojne. W swych założeniach grupa jest apolityczna, ale ma na celu wpływanie na polityków i branie władzy metodami zakulisowymi.

Najskuteczniej te cele zrealizowała Małgorzata Pawlisz. Na początku lat 90. została wiceprezesem ZUS. Później stanęła na czele towarzystwa emerytalnego "Diament", utworzonego przy Banku Handlowym. Pawlisz zaczęła zatrudniać w "Diamencie" swoich podwładnych z grupy. Zlecała im najróżniejsze zadania - od obsługi PR-owskiej firmy po czyszczenie instalacji kanalizacyjnej. Zatrudniła nawet zespół muzyczny, złożony z członków grupy.

Z czasem związek dorobił się sporego majątku. Zakupił m.in. dwór w Rudzienku, niedaleko Warszawy, warty około miliona złotych. Miała się tam mieścić siedziba szkoły, Międzynarodowej Akademii Dialogu, powołanej przez Małgorzatę Pawlisz. Dwór w Rudzienku był również siedzibą Stowarzyszenia Polska Rada Azji i Pacyfiku. Duży budynek stoi dziś pusty.

Stowarzyszenie zaczęło organizować międzynarodowe konferencje na temat dialogu między cywilizacjami. Jedna z nich odbyła się w Sejmie. Patronat nad konferencją objął premier Leszek Miller. Wśród uczestników byli politycy z pierwszych stron gazet. Kolejne stowarzyszenie powołane przez Małgorzatę Pawlisz zaczęło przyznawać nagrody w uznaniu zasług dla integracji z Unią. Europejską Perłę odebrali m.in. Józef Oleksy, Danuta Huebner, Jacek Saryusz - Wolski i Jan Truszczyński.

Dziś Józef Oleksy przeczy, by znał Małgorzatę Palisz, zaś Tadeusz Iwiński, który wsparł wniosek do Ministerstwa Gospodarki i Pracy o dotację jednej z konferencji, dziwi się na wieść o jej tajnej działalności. Kolejna konferencja odbędzie się już za tydzień w Warszawie. Patronat nad nią objęło Ministerstwo Kultury, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a także - osobiście - premier Marek Belka.

Tajemniczy związek religijny z pełną premedytacją umiał wykorzystać próżność polityków: ich słabość do nagród i chęć pokazywania twarzy przy każdej okazji. Sama Małgorzata Pawlisz publicznie pokazywała tylko jedno swoje oblicze. Chcąc poznać całą prawdę o charyzmatycznej przywódczyni, kilkakrotnie zabiegaliśmy o spotkanie. Niestety, nigdy nie doszło do tej rozmowy.