A więc, pierwszy raz miałem z nimi kontakt jakieś 16-18 lat temu. Byłem wtedy świeżo po rebirthingu i poszukiwałem chyba czegoś mocniejszego, nowego. Byłem na spotkaniu z jakąś ważną osobą z Ananda Marga. Grupa Kundaliniego rozpraszała to spotkanie i wtedy nawiązałem z nimi kontakt.
Do kontaktów ze mną wyznaczyli Roberta Stupnickiego - RS. Jeżeli interesowałaby cię szczegóły kontaktów - chętnie podzielę się infromacjami i doświadczeniami. Fajnie było poskładać z cegiełek znanych każdemu całą łamigłówkę - co ty na to?
Z czasem kontakty słabły aż do zupełnego zaniku parę lat temu.
Myślę o co mi chodzi...?
Z jednej strony to na pewno ciekawość co działo się tam gdzie mnie nie było. Wiesz, tajemninca rodzi pragnienie poznania jej... Trochę jest w tym apetytu na pożywkę dla mózgu zamiast nudnych seriali tv :-)
Z drugiej strony jestem bardzo za ujawnianiem informacji na temat gospodarczych mahlojek Pawlisz i innych oraz informacji o ich działalności, metodach i celach żeby przestrzec ludzi naokoło.
Inne - kiedyś doszedłem do konstruktywnego wniosku że bzdurą byłoby negowanie wiedzy i umiejętności nabytej od kogoś kogo już nie lubię czy się z nim już nie koleguję. Rozwijając to w odniesieniu do państwa kundalinich, tak samo nie neguję tego o czym się u nich dowiedziałem i nauczyłem od nich. Chciałbym nawiązać kontakty z ludźmi którzy myślą podobnie i może dałoby się budować znajomości na bazie różnych wspólnych doświadczeń.
Z moich obserwacji sekta ta (jak większośc innych zresztą) bazuje na potrzebie przynależności do grupy.Na ten 'haczyk' łapią kandydatów.

Ja trafiłem na nich poszukując w okresie nastoletnim autorytetów, nauczycieli, drogowskazów. Praktykowałm w różnych grupach powstałych na fali ogólnego entuzjazmu pod koniec umierającego w Polsce komunizmu. Wspomniany w poprzednim mailu rebirthing to metoda oddechowa uwalniania z podświadomości różnych zablokowanych emocji polączona najczęściej z przeróżnymi zajęciami terapeutycznymi, interpersonalnymi ćwiczeniami itp. (wyjaśniam bo może nie jesteście 'w branży' obeznani z tym tematem)

Wspomniany Robert Stupnicki, wyznaczony do kontaktów ze mną, zaczął odwiedzać mnie po pierwszsym przypadkowym spotkaniu z grupą na innym spotkaniu które oni rozpraszali. Kundalini (Romuald Danilewicz) - szef sekty - starał się przeszkadzać innym grupom stanowiącym dla niego 'konkurencję' oraz werbował spośród ludzi spotykanych gościnnie nowych 'uczniów'.

Wogóle stosował zawsze taktykę eksperta. Od jednej osoby usłyszał 2 zdania na jakiś temat, dla innej osoby był już w tym temacie ekspertem ze swoimi 2 zdaniami pozorując że to tylko wzmianka na temat a w rzeczywistości to była cała jego wiedza... Wpadki były w przypadku trafienia na faktycznego eksperta w danej dziedzinie :-)

Analogicznie z ludźmi - wystarczy że z kims się poznali na zasadzie wymieny wizytówek itp - już jest to ich dobry znajomy, kumpel, partner w biznesie, robi się z nim fotke i wykorzystuje do uwiarygodnienia kontaktów z ważnymi osobami.

RS odwiedzał mnie. Fajnie było bo trochę brakowało mi kontaktów z ludźmi a nie chciało mi się samemu za dużo ruszać z chaty. Hm, może nie to nawet. Brakowało mi chyba pewnego rodzaju kontaktu który on podawał na tacy. Dalej pojawiła się propozycja oddawania 10% dochodów na 'wspólnotę'. NIe zaakceptowałem pomysłu. Dalej były z naciski z jego strony - spotkał ścianę nie do przebicia z mojej strony. Kolejnym krokiem było 'obrażenie' się na mnie grupy i zerwanie kontaktu z ich strony. Cóż... Za parę dni telefony i odnawianie znajomości, z ich strony oczywiście. I tak w kółko... :-) Co jakiś czas były atrakcje - spotkania z samym Kundalinim :-)

Ich metoda - zaczyna się od drobiazgów - pożyczanie 5 złotych i ie oddawanie, potem więcej i więcej... Trudno się wywinąć z takiego procederu 'normalnym' nieprzygotowanym ludziom. Nie chcesz pożyczyć więcej? Znajomym nie pożyczysz? No to my się od ciebie odwracamy - bez nas zginiesz, jesteś niczym itd. Większość osób się łamie w takiej sytuacji.

Pawlisz kiedyś przeszła samą siebie dzwoniąc do mnie i krzycząc w słuchawkę otwarty tekst, jakby cyctat z książki o sektach: 'nie dasz sobie rady bez nas, jesteś nikim itp' - zaskoczyła mnie zupełnie... :-) Pamiętam takie obrazki jak ludzie opowiadali że oddali kundaliniemu 'na wspólnotę' cały majątek, że dali mu wszystkie zarobione na wyjeździe pieniądze itp.

Trudne - metody sekt:
Sekty stosują bardzo sprytną metodę. Najpierw 'odbierają' człowiekowi wszystko a potem oddają ale 'przypieczętowane' swoim stempelkiem, tak żeby człowiek był przekonany że wszystko im zawdzięcza. Dalej mechanizm jest bardzo perfidny - prz próbie odejścia z sekty okazuje się że wszystko czym dana osoba jest 'zawdzięcza' sekcie, a ponieważ od sekty odchodzi - neguje całą siebie... prowadzi to do wielkich tragedii albo niemożności oderwania się od sekty

Słowo sekta piszę często bo to jest absolutnie 100% rasowa sekta - żeby ktoś nie miał przypadkiem wątpliwości.

Mam nadzieję że znacie teksty z odnośników z początku tego maila.

Metody - ludźmi manipuluje się u kundaliniego tak, żeby nawzajem się nie kontaktowali - można tylko z tymi co bezpośrednio nad tobą albo pod tobą, oraz żeby, jeżeli odejdą, nie mieli możliwości kontaktowac się ze sobą. Albo boją się że ktoś inny jest nadal w sekcie i na nich doniesie że coś złego mówili na sektę albo nie chcą mieć już z niczym pokrewnym nigdy do czynienia itp. Ciekawy jest też mechanizm opisany m.in. przez dziennikarzy: jedna z osób które z nimi rozmawiały ostrzegła Pawlisz że się nią interesują na poważnie i przez to sporo się popsuło w dziennikarskim 'śledztwie'.

Ludzie - traktuje się ich wyłącznie jako pionki w grze. Rozważa tylko ich doraźną przydatność do osiągania celów i kalkuluje którego można 'poświęcić' na szachownicy.

Z polskich biznesmenów z którymi miałem osobisty kontakt, kundalini kręcił się wokół Grzegorza T. W zeszłym roku widziałem wywiad a nim w jednym z polskich czasopism - Wprost? Playboy? Newsweek? nie pamiętam dokładnie, w każdym razie chodziło bodajże o www.job.pl - serwis wynajdowania pracy dla ludzi i pracowników. Ciekawe czy on jest już niezależny czy nadal 'pracuje' dla kundaliniego? www.job.pl otwiera mi sie teraz pusta strona - ciekawe - strona istnieje ale w jej pliku źródłowym brak jakiejkolwiek treści.. Dane o właścicielu są zastrzeżone.

Grzegorza pamiętam jak Pawlisz 'wkręcała' do jego firmy swoich ludzi - na wszystkie stanowiska. Wygodne dla niego na pierwszy rzut oka bo zdejmowało to z niego całkowicie wszelkie obowiązki w zajmowaniu się firmą.

Swego czasu ludzie od kundaliniego proponowali mi żebym sprzedał swoje mieszkanie i zainwestował dobrze pieniądze - tak jak T...

Kiedyś, kiedy już się z nimi mało kontaktowałem, słyszałem że Pawliszowa jest prezesem ZUS. Na początku nie wierzyłem, może się przesłyszałem? Potem potwierdziło się - teraz już wiem po co jej to było...

Potem były wieści że organizują jakieś stowarzyszenie do kontaktów z Polonią ogólnoświatową - Australia, Nowa Zelandia, różne dalekie kraje, ale i bliższe. Kommpletnie nie rozumiałem po co im to? znowu - teraz wiadomo...

Opowiadali że mają 'dworek' - chodziło o ten w Rudzienku zapewne. Kundalini pokazywał zdjęcia jak jego 'chłopaki' budowali szambo.

Apropos psychomanipulacji - przypomiała mi się historia jak kundalini postanowił że będa teraz zajmować się zarządzaniem. Poszły wieści w Polskę do wszystkich z niższego piętra że mają szukać materiałów i wkrótce mieli wszystkie dostępne w księgarniach i bibliotekach książki i materiały na ten temat.

Kundalini przez wiele lat miał przy sobie kobietę - Grażyna - dużo młodsza, opowiadał że wydobył ją z jakiejś bardzo ciężkiej sytuacji psychicznej. Częsty model - człowiek ma mu być dozgonnie wierny z powodu tego że mu kiedyś w czymś pomógł.

A, w międzyczasie było "Stowarzyszenie zdrowy człowiek" założone przez nich.

Wiele wiele przygód do opowiadania jeszcze.

Reasumując:
Bardzo uważajcie Państwo bo oni są bardzo dobrymi specjalistami od psychomanipulacji. Nie dajcie się poróżnić między sobą. Bardzo uważajcie bo też są niezwykle czujni na dywersję

Jeżeli zamierzacie Państwo utrzymywać z nimi kontakty to myślę że tylko w celu dostępu do informacji co się dzieje w grupie i żeby nie trafili na kogoś innego kto nie będzie zorientowany kim oni są. Będą was brali na wszelkie sposoby - litość, pomoc bliźniemu itd. Będą pożyczali najpierw małe sumy potem coraz większe. Będą wkręcali się w waszą społeczność i szukali wpływowych kontaktów wykorzystując wasze nazwiska i nazwy firm jako wytrych do kolejnych podbojów. Kusząca znajomość bo można się od nich bardzo dużo użytecznych rzeczy nauczyć, ale trzeba podejść do tematu od zaplecza - to co mówią otwartym tekstem wypuszczać drugim uchem, a obserwować jak działają, jak się zachowują, jekich używają gestów i emocjonalnych nacisków.

Irek J. - wydaje mi się że kojarzę to nazwisko.

Zmobilizowało mnie i chyba wieczorem zajrzę do pudła z fotografiami sprzed lat.

O ile dobrze pamiętam, z tą osobą kojarzy mi się jedna historia którą dość mocno zapamiętałem. To było w Warszawie przy Łowickiej, w jednym z mieszkań kogoś .. trudno powiedzieć czy z sekty... Trudno rozgraniczyć kiedy 'jesteś w sekcie' a kiedy jeszcze albo już nie. W każdym razie był Kundalini i kilka innych osób. Kundalini chwalił skrzypka - może własnie waszego Irka - że oddali mu z kolegą wszystkie pieniądze zarobione na wyjeździe do (bodajże Niemiec). Z tego co pamiętam, zarabiali głównie grając na ulicach.

Przede wszystkim Pawlisz jest najbardziej przebiegłą, czujną i bezwzględną ze wszystkich. Kundaliniego można było bardzo łatwo nabrać, Pawlisz była jego czujnikiem ostrzegawczym często.

Jeżeli wasi znajomi - Irek z rodziną - kontaktują się z Pawliszową to moim zdaniem na 150% są jej ludźmi. Osoba którą pamiętam jako tego skrzypka była jednym z najbardziej oddanych 'uczniów' Kundaliniego. Dalej - nieprawdopodobne wydaje mi się żeby Pawlisz pomagała bezinteresowanie komuś kto dla niej nie służy. Jaki interes mogłaby mieć żeby brać na wyjazd ze sobą kogoś kto dla niej nie pracuje? Lepiej przecież wziąć ze sobą bardziej oddanych niż mniej... Chyba że wszyscy od nich się już poodwracali!
Sam Irek, skoro radził sobie doskonale kilkanaście lat temu sam na wyjeździe do Niemiec (o ile mówimy o tej samej osobie) wątpię żeby teraz nie poradził sobie sam lepiej.

Wszyscy są ludźmi i każdy członek sekty, mocniej czy słabiej oddany, przeżywa wszystko tak samo jak wszyscy inni naokoło. Tak samo ma problemy, radości, pragnienia, marzenia. Każdy normalny człowiek widząc taką osobę w potrzebie oczywiście pomoże jej. Naturalny odruch. Cóż, z Kundalinizmem jest tak, że oni na ogół wykorzystują to dalej do granic na które się im pozwoli. Jeżeli będziesz im pomagać, oni będą starać się zawładnąć coraz większym obszarem twojej wolności. Najlepiej widac to jak się kogoś obserwuje z boku. Tak właśnie rodzą się konflikty między rodzinami i ludźmi którzy zmieniają się pod wpływem sekt. Rodzina widzi wielkie zmiany i wysyła sygnały że jest n=mocno zaniepokojona, osoba z sekty oburza się że na to.

Sytuację macie trudną. Kundalini nie zagra w otwarte karty. Będzie was zwodzić i brać na ludzkie odruchy coraz mocnie wykorzystując sytuację. Będzie zdobywać coraz większe wpływy.

Jednym ze sposobów jest oszałamianie ludzi błogostanem który osiągają mając radość z pomagania innym. Jedna strona korzysta z pomocy, druga korzysta poprawiając sobie stan emocjonalny :-)

Normalne w zdrowych układach ale nie w układzie kiedy jedna strona programowo w wyrachowany i socjotechnicznie dopracowany sposób wykorzystuje ten mechanizm. Każdy wszak ma potrzeby działać trochę filantropijnie. To jest nam niezbędne do prawidłowego funkcjonowania psychicznego przecież.

Co mógłbym na pewno poradzić: hm. może najpierw pewne skojarzenie. Kundalini uczył że najważniejsze mieć stale maksymalną czujność i napięcie. Nie chodzi o napinanie się tak jak człowiek się czegoś obawia oczywiście, bo prowadziłoby to do samozagłady. Chodzi o takie najwyższej czystości widzenie i słyszenie, dostrzeganie wszystkiego 'dookoła głowy'. Jesteś spokojny, zrelaksowany fizycznie ale mentalnie czujny. Jak tylko potrzeba reagujesz angażując się na 100% tak jak jaszczur trwający w bezruchu godzinami, gotowy do skoku w ułamku sekundy, jak tylko pojawi się coś do jedzenia w zasięgu.

Jak jesteś z nimi, bądź taki jak oni. Na zewnątrz pozory normalności, w środku czujność, obserwacja, kojarzenie najdrobniejszych szczegółów z przewidywanie kilku ruchów naprzód.

Fajne porównanie nasuwa mi się z miłością. Nie można przecież pozwolić żeby dziecko czy partner 'wszedł ci nagłowę' - należy reagować jak najwcześniej, zanim sytuacja posunie się tak daleko że tylko wybuchowe rozładowanie napięcia może być brane pod uwagę.

Sam musisz się nauczyć tak działać. Najlepiej uczyć się od 'przeciwnika' na przykładzie. Nie da się opisać jak to zrobić. Taką umiejętność można posiąść tylko przez osobisty kontakt i otwarcie percepcji.

Co możnaby poradzić - jeśli interesuje cię coś ciekawego, co może bardzo poszerzyć twoje rozumienie kontaktów międzyludzkich - eksperymentuj z Pawliszami, ale bardzo bardzo uważaj żeby zachować stale 100% autonomii, tak, żebyś w każdej chwili mógł powiedzieć nie i postawić się że bezwzględnie nie pozwolisz wejść komuś dalej niż czujesz że jest dla ciebie bezpiecznie.

Biorę oczywiście pod uwagę opcję że Pawliszowa się 'nawróciła' na normalność, ale to tylko taka filozoficzna fantazja w którą nie wierzę ani trochę :-)

Pomyśl logicznie ---> czy ktoś kto doszedł do manipulacji osobami na najwyższym szczeblu w rządzie polskim, ktoś kto potrafił doprowadzić że ludzie oddawali im swoje firmy, całe majątki, rezygnowali ze swoich rodzin, stałby się uczciwą osobą, ot, tak sobie nagle?

Władza i pieniądze wciągają. To najmocniej 'kręci'. Jeśli człowiek nie ma czystego wewnętrznego systemu wartości który będzie warunkował jego myślenie i działanie to prędzej czy później wejdzie w model zgodny z powiedzeniem 'cel uświęca środki".

Cóż, wiem że każdy musi na własnej skórze doświadczyć konsekwencji poddania się w jakimś stopniu takim ludziom. Tak naprawdę tylko takie własne przeżycia umożliwiają przejście do kolejnego etapu nauki. Jak z pływaniem i jazdą samochodem i wszystkim innym.

Dalej możnaby wkleić kilka tomów z psychologii, filozofii, etyki itd.

Skojarzyłem podbną reakcję do niedowiarków u was. ... rozmawiała ze swoją znajomą. Wspomnienia, ciekawostki itp. Pojawił się temat sekt - ze strony znajomej. ... opowiedziała z kolei o sekcie Kundalinich. Koleżanka przypomniała sobie że czytała o nich w gazecie ale do tej pory nie wierzyła że to prawda - tak inne niż to co widać naokoło z wierzchu...

Co do Irka pamiętam tylko jego imię i nazwisko.

Jak wiesz, w sekcie obowiązywała jak największa konspiracja i ludzie między sobą mieli nie nawiązywać kontaktów na własną rękę. Właściwie działą tu jakiś mechanizm oparty na lękach, uprzedzeniach itp, który chyba tez jakoś od środka 'zabezpieczał' sektę przed takimi kontaktami.
Ja wiem o Irku tylko tyle ( o ile dobrze kojarzę osobę) że pochodził chyba gdzieś z Południa Polski, grał na skrzypcach, jeździł zarabiać kasę grając na ulicach itp do Niemiec.